Letniki

Kurpie Gwara i Gadki Kurpiowskie
Prywatne Muzeum Kurpiowskie w Wachu
Frywolitki i sztuka Laury Bziukiewicz
Kurpiowska Puszcz Zielona
Forum Puszcz Zielona
Bursztyn na Kurpiach
Kurpiowska Biżuteria
Kurpiowskie ozdoby Wielkanocne
Google
kurpie.com.pl internet
Muzeum Kurpiowskie w Wachu
Kurpiowskie zdoby na Bożenarodzenie
Galeria/Foto - Kurpie Kurpiowska Puszcz Zielona

.

Webmaster: Zdzisław Bziukiewicz

tel. 0607-676356

 

Dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych  w www.kurpie.com.pl jest zabronione bez zgody właściciela. Podstawa prawna: art. 25 ust. 1 pkt 1 b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

 

Copyright kurpie.com.pl / Zdzisław Bziukiewicz 2007

Gwara i Gadki Kurpiowskie

Kadzidło * Myszyniec * Baranowo * Lelis * Łyse * Czarnia* Zbójna * Turośl * Krasnosielc * Olszewo Borki * Nowogród* Chorzele* Kolno* Jednorożec* Rozogi

Gadka kurpiowska Leszka Czyża

Letniki

 

Łońskiego roku w lato przyjechały do nasej wsi letniki z Warsiawy. Jek sie zatrzymały tem samochodem kele plebanii, to zaro sie take zbziegozisko zrobziło, jekby na odpust. Kazden robote śmergnoł i dalejze ten samochot oglondać, no i jech samech. Jo tez zaro poleciołem, bo to sie take rzecy u nas censto nie trosiajo.

Za sile wyset probosc, przyzitoł sie z teni letnikani jek sie nolezy i zaceni o cemś godać. Nie sło wsio zrozunieć, bo godali po niastowemu, ale wyniarkowołem, ze te letniki chco gdziesi we wsi przenocować.
- Toć u nas sie tero niejsca ksyne zrobziło - mozie do probosca - przecie nasa Bolcia na ziosne sie wydała i w alkerzu nicht nic spsi.

Probosc głowo pokiwoł i kozoł ni lecieć matki sie zapytać, cy by letnikow nie przyjena. Matka nie była przeciwno.

Za sile zajechali na nase pugrotki tem samochodem, a psies zaro ogon podkuluł, wloz do budy i nie wylos az pojechali. Zajechali kele stodoły i wysiadajo - nojpsierw ten gruby łysy, poźniej, zidać jego kobzieta, tez grubo, ale krozowato; a na końcu taki mały srel z bziołeni włosani. Tylo na niego spojrzołem, a juz ni sie nie spodoboł. Tylo mu ocy chodziły, co by tu na ciorta zrobzieć.

Matka jek roz krowy wycerkała, to jem zaro po kworcie śwezego mleka dała. Wypsili po dwa, bo i nieli gdzie wloć. Ten mały nie chcioł, bo moziuł, ze śnierdzi; to ten gruby zaro go po cuprynie trzepnoł i nakozoł zeby grzecnie wypsiuł. Becoł srel, ale psiuł.

Zieta ludzie, ze tak z wyglendu, to by sie zdawało, ze te niastowe, to mondrzejse ludzie. Napatrzułem się jo na niech i poziem wom, ze to fest dziwoki! Oni sie nawet krowy bojeli, i to tej starej bziołej! Toć kazdy zie, ze to nojspokojniejsy bydlok we wsi. Nientko w dojeniu, a ligać, to ona chyba cale nic moze. A te jo onijali z daleco jekby jeki parch niała.

Poźniej ten gruby poset na pośnik, gdzie nasa kaśtanka sie pasła i pyto ojca, cy by na niej nie mok zierzchem pojeździeć. Śnioć ni się zachciało, no bo znom kaśtanke! Ona by prendzej na tobzie - myśle sobzie -zierzchem pojechała, jek ty na niej. Ale i nie redziła by go!

Ta krozowato znowu posła z matko nase prosioki oglondać, jekby było co. Prosioki, jek to prosioki, co tu oglondać. A ona mozi, ze chce pogłoskac prosiocka i tretuje sie w tech trepkach do chlewa. Tam juz ze trzy dni nie było ścielone, to zaro ulgneła w tem gnoju i ani wyleść nazot. Sile zesło zacem jo ociec z tem grubem wyrabowali. Uciorciła sie w tem gnoju az po samo stryjno. Myślołem, ze sie zesce ze śniechu. Dłuzej nie bałamuciułem, bo ociec nakozoł ni goździe prostować. Posetem pod sope i wzionem sie do roboty. Patrzę, a ten srel idzie za mno. Ustoł kele mnie i sie wypytuje, a co to, a co tamto...; po sopsie łazi, w konty zaglondo...
- Idź,- mozie- bo ci co jesce na łep zleci i wtencas sie dozies! Ale gdzie tam! Nareście zachcioł zeby mu dać poprostowac tech goździow na bombzie. Rod nie rod, musiołem ustompsieć. Wzion młotem i śtuko, to w goździa, to przy goździu, nareście w paluch.
- A zidzis! - mozie - nareście sie doziedziołeś! A ten w ryk i polecioł do matki. Myślołem, ze juz ni do pokoj, ale za sile znow przyloz z tem obzinientem paluchem i pyto sie na co jo te goździe prostuje. Mozie mu, ze dennice bendziem naproziać. To on znów pyto sie, co to je dennica. Jo nie ziem, cego oni w tech niastach uco, ze dzieciok nie zie nawet, co to je dennica.
Wzionem drewna i wygnołem go z tej sopy.

Za sile taki psisk sie zrobziuł na pugrotkach, jekby poru świniokow na roz ślachtowali! Wyleciolem z tej sopy, patrze, a on stoi naprzećko chlewa i kartoflani celuje w prosiokow.
- Uspokój sie gowniorzu - prose grzecnie - bo cie zaro psem poscuje! Jek ostaziuł prosiaki, to znow kokosy zacon goniać. Później dłuzsy cas nie chciały sie nieść.

Jek nareście pojechali, to cale ozdroziołem. A i psies wyloz z budy i zacon siekać, i kokosy zaceny sie nieść, a prosioki znow zaceny przybzierać na wodze.

Tero juz ziem, ze tem letnikom, to tylo nad jeko wode jechać i w zołtem psiosku sie grzebać, a nie do ludzi!

 

Leszek Czyż