Ciorciuk

Kurpie Gwara i Gadki Kurpiowskie
Prywatne Muzeum Kurpiowskie w Wachu
Frywolitki i sztuka Laury Bziukiewicz
Kurpiowska Puszcz Zielona
Forum Puszcz Zielona
Bursztyn na Kurpiach
Kurpiowska Biżuteria
Kurpiowskie ozdoby Wielkanocne
Google
kurpie.com.pl internet
Muzeum Kurpiowskie w Wachu
Kurpiowskie zdoby na Bożenarodzenie
Galeria/Foto - Kurpie Kurpiowska Puszcz Zielona

.

Webmaster: Zdzisław Bziukiewicz

tel. 0607-676356

 

Dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych  w www.kurpie.com.pl jest zabronione bez zgody właściciela. Podstawa prawna: art. 25 ust. 1 pkt 1 b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

 

Copyright kurpie.com.pl / Zdzisław Bziukiewicz 2007

Gwara i Gadki Kurpiowskie

Kadzidło * Myszyniec * Baranowo * Lelis * Łyse * Czarnia* Zbójna * Turośl * Krasnosielc * Olszewo Borki * Nowogród* Chorzele* Kolno* Jednorożec* Rozogi

Gadka kurpiowska Jerzy Waszkiewicz

Ciorciuk

 

We wsi Dęby, niedaleko Łysych, przed I wojną światową mieszkały dwie rodziny, które żyły ze sobą w wielkiej niezgodzie. Nosili to samo nazwisko, co mogłoby sugerować, iż przodkowie kiedyś byli braćmi. Co było powodem kłótni i waśni nikt już nie pamiętał, ale uraz pozostał i co jakiś czas konflikt wybuchał w kolejnym pokoleniu od nowa.

W opisywanym czasie głowami wspomnianych rodzin byli Staś i Franek. Starali się nie wchodzić sobie w drogę, być może już znudzeni ciągłymi wyjazdami do sądów, że nawet w ludzi wstąpiła nadzieja o rychłym opamiętaniu i zgodzie. Jakże się mylili.

Pewnego popołudnia jechał żelaźniakiem sołtys na wesele. Konie mocno poganiał, więc nie zauważył stadka kur, które grzebały w piaszczystej drodze. Usłyszał łopot skrzydeł, wystraszone gdakanie i ujrzał koguta, który w agonii podskakiwał i nie rokował szans na przeżycie. Sołtysa ruszyło sumienie, więc zatrzymał konie, złapał rannego koguta i pobiegł do Stasia, którego chata stała bliżej drogi niż Franka.

- Stasiu! Stasiu! Bzierz siekiere i utnij łeb kogutoziu, bo on juz na wykońceniu, a tak to przynajmniej jucha(1) odleci i kobzieta rosołu dzieciom ugotuje. Nawet nie zauwozułem jek ni wylecioł na droge, bo bym zahamowoł.

Staś natychmiast pobiegł po siekierę, wziął koguta z rąk sołtysa, położył na pieniek, zamachnął się i już dziób ptaka leżał oddzielony od reszty. Za moment przyszła żona Stasia, podniosła nieruchomego kura(2), obejrzała ze wszystkich stron i rzekła:

- Chłopy! To nie jest nas kur. Nase kokosy(3) chodzo w ogrodku i kur z nieni tez jest. To jest chyba kur frankow.

Dwa razy nie musiała tego powtarzać, bo już Franek ze swoją żoną zmierzali w ich kierunku ze srogimi minami. Nie warto pisać jakie słowa padały, jakich gróźb używano, ile było wyzwisk, przekleństw i złorzeczeń. Wojna sąsiedzka wybuchła na nowo.

Jej echa dotarły do Nieba, gdzie Wszyscy Święci załamywali ręce nad bratnią wrogością; dotarły też i do Piekła, gdzie Książę Ciemności - Belzebub, podjął specjalne czynności by zwaśnione dusze zwabić jak najprędzej w miejsce, gdzie należy "porzucić wszelką nadzieję".

Do tego zadania postanowiono wykorzystać Ciorciuka. Był to diabeł specjalnie szkolony do kontaktów z Kurpiami. Znał dobrze gwarę kurpiowską, tradycje, zwyczaje a nawet przyśpiewki, które lubił śpiewać i robił to dobrze.

Ciorciuk, gdy ruszał do swojej "pracy" na Kurpie, opracował odpowiedni plan działania, który przedstawił Belzebubowi. Polegał on na tym, że Ciorciuk miał wziąć z Piekła sporą sumę pieniędzy za którą miał kupować w myszynieckiej karczmie gorzałkę i stawiać ją wybranej przez siebie osobie. Takiego pijanego osobnika planował Ciorciuk wyprowadzić w bagna, ciało utopić, a duszyczkę zabrać do Piekła. Oczywiście wybierał takich ludzi, którzy sporo grzechów mieli na sumieniu.

Pierwszy "występ" w Puszczy Zielonej nie wyszedł jednak Ciorciukowi zbyt okazale. Przecenił swoje możliwości w piciu gorzałki. Prowadząc swoją ofiarę przez las, tak się zataczał, że w końcu sam wpadł w jakąś rozpadlinę, która szybko zaczęła go wciągać zapełniając puste miejsca wodą. Wystraszony diabeł tak głośno ryczał pomocy, że w końcu kompan od kielicha, z niemałym trudem go wyciągnął, nie zdając sobie sprawy, że ratuje swojego niedoszłego kata. Diabeł był uratowany, ale strasznie zmartwiony, bo wszystkie pieniądze, które dostał z Piekła, leżały w bagnie. Do swojego szefa nie miał po co wracać bez kurpiowskiej duszy, więc krył się po lasach czekając sposobnej chwili, by móc w przyszłości naprawić swoją, mocno nadszarpniętą, reputację.

Okazja taka właśnie nadeszła. Odnaleziono, choć nie bez problemów, Ciorciuka, przedstawiono mu sprawę w Dębach i nakazano, aby tak wszystkim pokierował, by Staś i Franek znaleźli się w Piekle. Diabeł rad z danej mu szansy ochoczo zabrał się do działania. Przeniósł się do Dębów, kupił sobie domek i zaczął przesiadywać w karczmie należącej do Żyda i wsłuchiwać się w narzekania to Stasia, to Franka na przemian, których pod wpływem alkoholu zbierało na szczerość.

Pewnego razu, gdy ci dwaj mieli zapłacić w sądzie spore opłaty za adwokatów i fałszywych świadków - złość w nich osiągnęła swój szczyt i wtedy diabeł wziął się do roboty. Zwabił do swej chałupy najpierw Stasia i mówi:
- Stasiu ! Ile ty jesce casu będzies się mordowoł(4) z tem Frankiem ? Jo na twojem miejscu to roz dwa bym się uzinął i sprawa byłaby wygrano.
- Ba ! - westchnął Staś - Żeby tylko mozno było, to jo bym samego diabła poprosiuł, żeby tego skurcybyka załotsieć.

Ciorciuk uśmiechnął się wyrozumiale, wlał kolejną szklankę gorzałki Stasiowi i powiada:
- Kochany Stasiu ! Zdoj się na mnie. Jo mom takie znajomości, ze nie tylko sprawe w sądzie wygros z Frankiem, ale będzies jesce bogaty. Weź tylko tutaj na tem papsierze się podpsis i zobocys - Franek będzie pokonany, a jo dodom ci jesce 5000 rublow w złocie.

W tym momencie Ciorciuk podsunął Stasiowi arkusz papieru na którym, coś tam było napisane. Tłumacząc się brakiem inkaustu(5) skaleczył go w palec nożem i gdy pojawiła się kropla krwi, umoczył w niej gęsie pióro i podsunął do podpisania.
- Ale jo nie ujnę pisać - zawołał Staś - Nojwyziej postazie 3 krzyzyki.
- Eee! - diabeł aż się skrzywił - Do tech znakow jo mom dziwny wstręt. Postow lepsiej 3 kołka albo kwadraty. Tez będzie wazne.

Staś zamroczony alkoholem nie zauważył, iż podpisując cyrograf pogrąża swoją duszę na wieki. Myśląc o zwycięstwie nad Frankiem nie widział ani wystających rogów z kudłatej głowy diabła, ani ogona, którego Ciorciuk nawet nie próbował ukrywać. Tego samego dnia Ciorciuk otumanił, w ten sam sposób, Franka. Diabeł triumfował. Nie dość, że przyprowadzi dwie dusze do Piekła, to osiągnie sławę i poważanie wśród braci szatańskiej. Trochę mu było żal tego złota, które miało być Stasia i Franka, ale postanowił coś zrobić i w tym zagadnieniu. Myślał, myślał i wymyślił. Wezwał Stasia do siebie i rzecze:
- Jek chces wziąć psiejędze to musis drugi roz podpisać, bo jo muse pokozać swojemu panoziu papsier, ze jo som tech psiejędzy nie wydołem, tylko dołem tobzie.

Do Stasia już dotarło z kim się zadał. Zrezygnowany pomyślał: "Choć jo będę się smazuł w Psiekle, to przynajmniej dzieci moje, za te psiejędze, będą sobzie dobrze zyli i na dodatek nie będą nieli za sąsiada Franka." ...I dokument podpisał. Diabeł chowając pismo mówił:
- Po psiejędze przyjdź jutro o tej samej porze. Do zidzenia.

Nazajutrz Staś przychodzi do Ciorciuka ze sporym workiem na złoto, ale ten uśmiechnięty od jednego roga do drugiego pyta się:
- Co Stasu ! Pewnie przyseteś po psiejędze ?
- No pewnie ! Toć som ni kozołeś przyjść.
- Kozołem, ale psiejędzy nie dostanies.
- Jek to nie dostane ? Podpis złozułem.
- I dobrze, ze złozułeś, ale złoto mnie się przydo, bo mom zanior na Kurpsiach troche dłuzej posiedzeć, a tobzie w Psiekle nic po niem. A ty cielonie diabłoziu za bardzo nie ufoj, tylko na drugi roz bziez ze sobą śwadka i wtedy na pewno nikt cie w konia nie zrobzi.

Staś był załamany. Nie dość, że pójdzie na wieczne potępienie, to dzieciom nie przekaże złota ze względu na oszukaństwo diabła. Szedł ze spuszczoną głową; żal mu było zostawiać swojej rodziny, z którą nie dane będzie spotkać się w Niebie, żal tej ziemi kurpiowskiej a nawet żal mu się zrobiło Franka i jego rodziny, z którymi kłócił się, przez swoją zaciekłość i głupotę, całe życie. Nie wiedząc jakim sposobem dotarł do żydowskiej karczmy i postanowił zmartwienie utopić, na jakiś czas, w gorzałce. Zastał tam również Franka, który na widok Stasia najeżył się jakby zobaczył wilka. Jednak, gdy przyjżał się uważniej Stasiowi, to dostrzegł, że coś z nim jest nie tak. Poczciwy Żyd był odobnego zdania.
- Aj waj! Coś się chyba stało. - stwierdził - A czemu pan Kurpik taki smutny dziś ?
Staś nie zważając na obecność Franka począł się żalić.
- Chłopy, już po mnie ! Ni ma dlo mnie ratunku ! Przez te nase kłotnie Franek, zapisołem swoją duse Ciorciukoziu, który jest diabłem, aby tylko ciebzie znisceć. Ciorciuk nioł ni dać jesce duzo psiejędzy, a on podpis ode mnie wzion a forsy dzisioj nie chcioł dać, ze ni mom na to śwadka. - Tu rozszlochał się Stasisko na dobre.

Franek słuchał tego ze spuszczoną głową. Naraz się podniósł i zbliżył do rozmawiających.
- Chłopy, jo tez muse sie do cegoś przyznać. Jo tez zapisołem duse Ciorciukoziu po to tylo, aby znisceć Stasia. Za sile mom iść do niego podpsisać papsier, a jutro odebrać psiejędze.
- Franek nie idź ! - zerwał się gwałtownie Staś - Bo i ciebzie wykiwo tak samo jek i mnie.
- Oj, panowie Puszczaki. - odezwał się Żyd - Ja widzę, że ten Ciorciuk przez waszą durnowatość będzie miał wszystko co zaplanował, a wy straciliście to, co macie najcenniejszego.
Staś z Frankiem pospuszczali głowy.
- Co tu teroz zrobzieć ? - zapytali jednocześnie.

Żyd potargał za swoją siwą brodę, podrapał się po głowie i mówi:
- Nu, panowie Kurpikowie ! Jak mi obiecacie, że będziecie od tej pory żyć zgodnie, to ja postaram się wam pomóc i może nie wszystko stracone.

Franek ze Stasiem podali sobie ręce, a wtedy Żyd pochylił się nad nimi i zaczął szeptać coś do uszu. Za moment, w kierunku chaty Ciorciuka, zmierzali Franek i Żyd. Ten pierwszy, przekraczając próg, pozdrowił głośno Pana Jezusa, na co diabeł zareagował jakby rozgryzł cytrynę.
- Przysetem złozeć podpsis na papsierze od piejędzy. - powiedział Franek - A zebyś nie wykołowoł mnie tak jek Stasia, to przyprowadziułem z sobą świadka.
- A skąd wy zieta o Stasiu ? - zapytał diabeł.
- Bo się do wszystkiego przyznoł i ostrzegł mnie przed takim kanciorzem jek ty.

Diabeł drapał się po rogatym łbie, ale żaden pomysł oszukaństwa nie pojawił się. Połowę pieniędzy, które myślał, iż są jego, będzie musiał oddać Frankowi. Pocieszał się tym, że będzie miał jeszcze drugi worek.
- No dobra ! Dom ci te psiejędze, ale nie dziś tylko juro. Złoz tu podpsis, a Zyd niech będzie świadkiem.

Franek złożył podpis. Na drugi dzień z rana zjawił się u Ciorciuka i ten dał mu pełen worek złotych monet. Nie upłynęło pół godziny, gdy Franek znowu pojawił się w domu diabła, tym razem z Żydem.
- A co wyśta jesce chcieli ? - zapytał zdziwiony diabeł.
- Jek to co ! Przyślim po psiejędze, któreś wcoraj obziecoł.
- Do stu tysięcy aniołów ! Toć poł godziny temu wzioneś ode mnie pełen worek !
- A masz świadka panie Ciorciuk ? - wtrącił Żyd uśmiechając się filtuternie.

Diabeł oniemiał. Zrozumiał, że został pokonany tą samą bronią, którą sam wojował. Ze zmartwioną miną przyniósł drugi wór złota i postawił na podłodze.

- Chłopy, ulitujta sie nade mną. Jek sie w Psiekle doziedzą, ze jo sie dołem wykiwać na Kurpsiach to nic innego ni nie pozostanie, jek tylo iść i utopsieć się w kotle ze smołą.
- Mozem ci coś doredzieć. - odezwał się głos od progu. To przyszedł Staś dźwigając worek z psieniędzmi, które Franek zostawił u niego na przechowanie.
- Posłuchoj Ciorciuk. Te nase złoto moze nolezeć do ciebzie.
- A to w jeki sposob ? - zaciekawił się diabeł.
- Bardzo prosty. Oddos nom cyrografy, a my ci domy psiejędze.
- Ale mnie w Psiekle rozedro, jek sie o tem doziedzo.
- A po co mos wracać do Psiekła ? A cy to źle ci tu u nas na Kurpsiach ? Z dwoma workani psiejędzy to będzies zuł u nas jek pan.

Ciorciuk drapał się po rogach i po ogonie chciwie spoglądając na wory pełne złotych krążków. Do Piekła wracać mu się nie chciało, a do życia w Puszczy Kurpiowskiej już się przyzwyczaił, a nawet polubił. Czuł ciągle wdzięczność do tego Kurpia, który nie pozwolił by się utopił w błocie, więc w końcu machnął pazurą i powiedział:

- Niech i tak będzie.

Poszedł do skrzyni, wyciągnał cyrografy, podarł je a w to miejsce włożył, z prawdziwą lubością, worki ze złotem. Ciorciuk obawiając się zemsty swoich kompanów, zaszył się głęboko w bagna i starał się - nigdy miejscowej ludności nie szkodzić.

Staś i Franek już więcej nie kłócili się ze sobą. Zrozumieli, że w zgodzie i jedności można pokonać nawet samego diabła. Czy inni to zrozumieją ?


 
Jerzy Waszkiewicz