Kóz

Kurpie Gwara i Gadki Kurpiowskie
Prywatne Muzeum Kurpiowskie w Wachu
Frywolitki i sztuka Laury Bziukiewicz
Kurpiowska Puszcz Zielona
Forum Puszcz Zielona
Bursztyn na Kurpiach
Kurpiowska Biżuteria
Kurpiowskie ozdoby Wielkanocne
Google
kurpie.com.pl internet
Muzeum Kurpiowskie w Wachu
Kurpiowskie zdoby na Bożenarodzenie
Galeria/Foto - Kurpie Kurpiowska Puszcz Zielona

.

Webmaster: Zdzisław Bziukiewicz

tel. 0607-676356

 

Dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych  w www.kurpie.com.pl jest zabronione bez zgody właściciela. Podstawa prawna: art. 25 ust. 1 pkt 1 b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

 

Copyright kurpie.com.pl / Zdzisław Bziukiewicz 2007

Gwara i Gadki Kurpiowskie

Kadzidło * Myszyniec * Baranowo * Lelis * Łyse * Czarnia* Zbójna * Turośl * Krasnosielc * Olszewo Borki * Nowogród* Chorzele* Kolno* Jednorożec* Rozogi

Gadka kurpiowska Jerzy Waszkiewicz

Kóz

 

Po skończeniu szkoły średniej ja i mój sąsiad Heniek Popielarczyk postanowiliśmy w wakacyjne miesiące zatrudnić się w Lasach Państwowych jako drwale. Praca nasza polegała na wycince siekierami oznaczonych drzew, cięciu ich na metrowe kawałki i układaniu w stosy. Wydzielono nam działkę w lesie, którą obrabialiśmy wspólnie ze Stanisławem Małżem i jego synem Janem oraz Franciszkiem Jerominkiem i jego synem Wiesławem. Ci ostatni mieszkali blisko nas, ale nie w Piątkowiźnie tylko w Łączkach.

Pracowaliśmy w III grupach po dwie osoby. Gdy nadchodziło południe robiliśmy przerwę na posiłek i wtedy był także czas na dłuższe pogawędki. Zazwyczaj pierwszy przychodził Stanisław, wówczas człowiek już 70-letni, który rzucał siekierę na ziemię i z uśmiechem zwracał się do nas.
- Chłopoki robta przerwe toć na dzieci wom jesce nie potrzeba.- I pytał: - A jek tam, kóz was nie wyrasiuł ?

Początkowo nie wiedzieliśmy o co mu chodzi, ale gdy to samo pytanie powtarzało się prawie co drugi dzień, więc kiedyś przy naszym "obiedzie" złożonym z kanapek zapytaliśmy:
- Wujku, a co to za stworzenie ten "kóz" ?
- Moge wom łopoziedzieć, ale radze nojpsierw zjeść glonki, bo ze strachu mozeta w majtki popuścieć i wtedy nie będzie ani wom smakowało, ani mnie. Hi,hi,hi.

Po przełknięciu ostatnich kęsów w błogim nastroju rozłożyliśmy się pod drzewami i z ciekawością wsłuchiwaliśmy się w historię z przed około 200 lat.

- W Psiątkoziźnie, niedaleko lasu nazywanego dziś Kalamorką, siedziała rodzina, w ktorej nieli dziewcoka. Na chrzcie dali jej Eleonora, ale wsyści nazywali ją Leoncią. Wyrosła z niej ślicno dziewcok i starse chłopoki nie roz i nie dwa prali sie po gębach na muzykach z jej powodu, a nojbardziej upodoboł ją sobzie kawaler z tej samej wsi -Waleś, ktorego ona nie chciała.

Od casu do casu chodzili ludziska do kościoła, a ze nojblizej było do Myseńca i do Kolna to przewaźnie tam z racji na odpusty lub rocne śwenta. Kiedyś Leoncia z całą gromadą posła na odpust św. Anny do Kolna i tam poznała takiego jednego Stasia i mocno sie sobzie spodobali. Staś nawet postanoziuł przenieść sie z całem swojem dobytkiem w nase strony; pobuduje dom, pobziorą sie z Leoncią i razem będą zyli. Nie byłoby w tem nic dziwnego, bo roźni ludzie osiedlali sie na Kurpsiach, ale nojdziwniejse było to , ze ten Staś cały swoj dobytek przyciągnął na zielaźnioku zaprzęgniętem nie w konie, ani nawet w woły - tylko w jelenia. Podobno łociec tego Stasia uratowoł mu zycie przed zilkani, wylecuł mu rany i ten tak sie przychowoł do rodziny, ze juz nigdy do boru nie wrociuł. Orali w niego pole, jeździli na oklep, w zime ciągoł sanki i baziuł się ze Stasiem. Nazwali go Kóz i wystarcyło, ze ktoś z rodziny krzyknoł ze dwa razy: "Kóóóz ! Kóóóz !", a ten od razu przylatywoł do ręki.

Staś, o ktorem godom, osiedluł sie obok Psiątkozizny - na Klenkorze.
Wzion kawoł pola i zacon budować chałupe. Nad ziecorem końcuł robote, zakłodoł sukmane, wskakiwoł na Kóza i na prostego przez pola i bagna, przez tą gorę, co ją do dzisioj nazywomy Horopsiem, jechoł do swojej Leonci. Brali sie za ręce, chodzili po lesie, mądrzyli ze sobą i planowali dalse swoje zycie, ale juz blisko siebzie.

Nie podobało sie to Walesioziu, ktory cały cały cas myśloł: "Co tu zrobzieć, zeby Stasia przegonieć". Okazja tako nadarzyła sie na jesieni. Leoncia właziła po motyke do kopanio kartofli na gore; w trepach pękła deska i ta zleciała na doł i coś jej pękło w nodze. Zacena krzyceć z bolu na cały głos, to tez ludzi nazlatywało sie z całej wsi; buł i Waleś. Wtedy do głowy przysła mu myśl, ktorą som diabeł musioł mu tam włozeć.

Polecioł chyzo pod Horopś. Na stecce, od jednej chojecki do drugiej, uziązoł mocny drot i pognoł na Klenkor do Stasia. Na dworzu juz sie zaceno robzieć ciemno. Ledwo Waleś zobocuł Stasia i krzycy: "Ubzieroj sie chyzo ! Leoncia niała wypadek ! Lezy w domu konająco i chce cie zidzieć przed śniercią".

Staś długo nie zwlekoł. Siuknoł na palcach, zawołoł: "Kóóóz" i posłusny jeleń przylecioł od razu. Wskocuł na niego i jek zwykle pognoł nojkrotsą drogą przez Horopś. Stało sie tak jek zaplanowoł Waleś.Gdy zjezdzali rozpędzeni z gory nie zauwozyli drotu i ten ucion jem głowy. I Stasioziu, i jelenioziu.

Staś mocno musioł niłować tego dziewcoka, bo choć ni nioł juz głowy to zerwoł sie z zieni i zacon jej sukać po omacku, aby tylo dojść do Leonci. Zaniost swojej głowy znaloz łeb jelenia. Załozuł sobzie na syje i dalej sed. Jednak siły go opuściły, krsi duzo straciuł i po poru krokach upod niezywy na sojcynki.

Ludzie dopsiero na drugi dzień rano znaleźli Stasia i jelenia, ale łba z rogani od ciała Stasia nie mogli oderwać. No to pochowali jech razem pod Horopsiem. Waleś som sie przyznoł, ze to jego sprawka i chłopy kozali wynosieć mu sie z Psiątkozizny, bo jenocej to spolą mu chałupe. I Waleś posed podobno gdzieś na Prusy.

Ludzie od tamtej pory cęsto spotykali w lasach cłeka, ktory nioł zaniost głowy łeb jelenia z rogani. Nikomu nic złego nie robziuł, ale ludzie bojeli sie tej istoty ktorą zacęto nazywać Kózem. Zidziały Kóza kobziety jek rwały jegody, zidziały dzieci przy zbzieraniu grzybow, zidzieli leśnice i gajowe, a nawet zołnierze na Kordunie w Lemanie, jek podobno przechodziuł przez granice z Prusani. Dlotego i was chłopoki tak cęsto sie pytołem cy Kóza nie zidzieliśta przy robocie.
- Wujku, a co sie stało z Leoncią ? - Zapytaliśmy wszyscy prawie jednocześnie.
- Jej ojce wezwali z Cieloski takiego znachora, co kości zestozioł i dość prędko wyzdroziała. Do końca zycio została panną. Po powstaniu przeciwko ruskoziu (1863) dwa lata poźniej Psiątkozizne i okolicne wsie naziedziło morowe pozietrze. Niektorzy godali, ze to kara od Boga za zabzicie Stasia przez Walesia. Leońcia nic nie godała, tylko zajmowała się umerlokani: myła, przebzierała,kładła do trumny i opsiekowała sie jech grobani w Kalamorce- bo tam chowano ludzi. Zdechłe bydło zakopywali w lesie ksebkowskiem. Nigdy nie chorowała, ale i ona musiała kiedyś umrzeć. Pochowali ją podobno w Turośli, bo Zalasem wtedy kościoła jesce nie było.
- No dobra chłopy, bzierzem sie za robote.- Odezwał się Franek Jerominek- Bo jek Kóz zobocy jekie my legoty to naprowdę nas wyrasi.


Słowniczek:
(1) wyrasiuł - wystraszył
(2) glonek - kromka chleba
(3) siedziała - mieszkała
(4) muzyka - wiejska zabawa
(5) zielaźniok - wóz na żelaznych kołach
(6) mądrzyli - dużo rozmawiali
(7) trepy - tu:schody na strych
(8) stecka - dróżka
(9) chojecka - drzewo iglaste
(10) siuknoł-gwizdnął
(11) sojcynki - drobne gałązki z drzew iglastych
(12) Kordun-dzielnica wsi Leman, przed II wojną siedziba straży granicznej ( kordon graniczny)
(13) morowe pozietrze - zaraza (w tym przypadku cholera)
(14) legoty - lenie

 

Jerzy Waszkiewicz