Łupańce

Kurpie Gwara i Gadki Kurpiowskie
Prywatne Muzeum Kurpiowskie w Wachu
Frywolitki i sztuka Laury Bziukiewicz
Kurpiowska Puszcz Zielona
Forum Puszcz Zielona
Bursztyn na Kurpiach
Kurpiowska Biżuteria
Kurpiowskie ozdoby Wielkanocne
Google
kurpie.com.pl internet
Muzeum Kurpiowskie w Wachu
Kurpiowskie zdoby na Bożenarodzenie
Galeria/Foto - Kurpie Kurpiowska Puszcz Zielona

.

Webmaster: Zdzisław Bziukiewicz

tel. 0607-676356

 

Dalsze rozpowszechnianie materiałów opublikowanych  w www.kurpie.com.pl jest zabronione bez zgody właściciela. Podstawa prawna: art. 25 ust. 1 pkt 1 b ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

 

Copyright kurpie.com.pl / Zdzisław Bziukiewicz 2007

Gwara i Gadki Kurpiowskie

Kadzidło * Myszyniec * Baranowo * Lelis * Łyse * Czarnia* Zbójna * Turośl * Krasnosielc * Olszewo Borki * Nowogród* Chorzele* Kolno* Jednorożec* Rozogi

Gadka kurpiowska Jerzy Waszkiewicz

Łupańce

 

Na pograniczu wiosek: Dudy Puszczańskie, Antonia, Łączki i Piątkowizna znajdują się niewysokie wzniesienia pokryte gęstym lasem z umiejscowionymi gdzieniegdzie oczkami bagien. Teren ten przez okolicznych mieszkańców nazywany jest Łupańcami. Szukając rodowodu takowej nazwy należy przenieść się w głąb historii do połowy XIX wieku.

Z terenu byłych Prus Wschodnich przybyli na Kurpie czterej mężczyźni, którzy właśnie to miejsce obrali sobie na siedlisko. Ponieważ zbliżała się zima, więc wykopali sobie wśród drzew ziemiankę pokrytą gałęziami, darniną i igliwiem; nie zapomnieli o wykopaniu studni i już zima była im niegroźna. Na wiosnę zaczęli budowę drewnianej chaty, a niedługo stanął obok niej chlewik, w którym podobno nigdy nie było żadnego domowego zwierzęcia.

Mężczyzn tych nazywano początkowo "Pupańcami", bo według relacji niektórych przypadkowych wędrowców pochodzili z mazurskiej miejscowości Pupy ( po II wojnie światowej przemianowanej na Spychowo). Jednak z biegiem czasu do mężczyzn tych przylgnęło inne przezwisko, mniej chlubne, a mianowicie "Łupańce", gdyż okazało się, że potrafią napadać i łupić: najpierw wędrownych Żydów, później przemytników żyjących z przygranicznego handlu a kończąc na mieszkańcach kurpiowskich wiosek, którym kradli krowy, świnie, konie, a nawet ubrania i sprzęt domowy. Trzeba przyznać, że robili to w sprytny sposób i nigdy nikomu nie udało się ich chwycić na gorącym uczynku, chociaż opinia była zgodna, iż to oni są złodziejami.

Był też i inny powód powodzenia ich złodziejskiego procederu. Każdy z nich posiadał dużą siłę fizyczną, której nie omieszkał ukazywać w czasie wiejskich zabaw, prac polowych czy parafialnych odpustów. Na " muzykach" każdy z nich chwytał naraz trzy panny w pół, podnosił do góry i kręcił się z nimi w rytm oberka. Dziewczyny ze strachu piszczały wniebogłosy, a "Łupańce" przyjmowali to jako wyraz największego uznania i aplauzu. Bardzo lubili popisywać się swoją krzepą podczas odpustów. Zdejmowali komuś przypadkowemu czapkę lub kapelusz z głowy, podnosili najniższą belkę węgłową stojącego domu, tam kładli czapkę na kamień rogowy, opuszczali belkę i na oczach gapiów żądali od właściciela nakrycia głowy 1 litr gorzałki, którą przeważnie zawsze dostawali.

Ich słabością były zakłady. Namawiali do nich różnych ludzi, często przypadkowych i zawsze wygrywali. Zakład polegał na tym, że któryś z "Łupańców" podchodził do woźnicy i zagajał rozmowę:
-A cemu ty w takie lichostwo jeździs ?
-Jekie lichostwo ? Toć to porządne kobylisko !- odpowiadał przeważnie oburzony furman.
-Ty tą chabetę nazywos "porządnem kobyliskiem" ? Toć jo tylo troche bym przytrzymoł za kłonice i ona by z niejsca nie rusyła.
- A co tyś taki silny ? To zaroz mozem sprobować i zobocem kto wygro !

Gospodarzowi widocznie puściły nerwy, a "Łupaniec" tylko na to czekał. Dobijali zakładu, a zebrana gawiedź miała darmową atrakcję. "Łupaniec" chwytał za szprychy żelaźniaka, a biedny koń mimo krzykliwych ponagleń woźnicy i bicia batem nie potrafił ruszyć z miejsca.

Tę słabość do zakładów postanowili wykorzystać mieszkańcy poznanych wcześniej wiosek, którzy już dość mieli niewygodnych sąsiadów i ich złodziejskiego fachu.

W Łączkach mieszkał człowiek niezwykłej skromności, którego po kurpiowsku nazywano Łukosem. Był bardzo silny, bo miał podobno zrośnięte na brzuchu żebra, ale w przeciwieństwie do "Łupańców" nie obnosił się ze swoją mocą tak jak oni; chociaż, gdy sytuacja go zmusiła, to dawał przykład swej wprost nieludzkiej siły. Kiedyś pojechał ze swoją żoną (przezywaną "Kądziołką", bo posturą przypominała pęczek wełny podczas przędzenia) na targ do Myszyńca; udało mu się sprzedać konia, ale nie było nikogo kto zaciągnąłby żelaźniak do Łączek. Posadził swoją "Kądziołkę" na siedzenie, sam założył pusor (uprząż) i przyciągnął furę przez piachy i błota do samego domu. Innym razem będąc w Lemanie ze swoją żoną u rodziny naraził się w jakiś sposób żołnierzom rosyjskim, którzy postanowili go aresztować. Złapał obydwóch za karki, uderzył głowami, a sam chwyciwszy "Kądziołkę" pod pachę przeskoczył z nią dosyć wysoki płot, którym cały Leman był ogrodzony z obawy przed wilkami i tyle go widziano.

Przy pomocy wspomnianego Łukosa postanowiono pozbyć się "Łupańców". Okazja nadarzyła się niedługo. Po Mszy Św. odpustowej w Turośli ludzie poszli do karczmy i jak zwykle, któryś z "Łupańców" złapał za kołnierz sukmany i za spodnie przygodnego pielgrzyma, podniósł do góry pod powałę i powiedział:
-Ktory tego samego dokoze , to jo stoziom litra !
-A co to strasnego podnieść takiego chudzioka do gory i obkręcieć się z niem pore razy ? - Łukos tylko czekał na ten moment.
-Jekiś taki cwaniok to ty sprobuj ! - Duma "Łupańca" została widocznie urażona, skoro odezwał się z taką złością.
-Pewnie ze sprobuje, ale nie tutaj i nie za litra. - Odpowiedział spokojnie Łukos.
-A co ty potrasis ? - Pytał coraz mocniej wyprowadzony z równowagi "Łupaniec". - Jo was wszystkiech śterech poniose psięćdziesiąt sązniow.
Chwolis sie tylko. A co będzie, jek nie dos rady ?
Jek nie dom rady to weźnieta całą moją gospodarkę, ale jek sobzie poradze to wy wyniesieta sie z nasech stron prec.
- Ha, ha, ha ! Moze być. Przydadzą nom sie nowe budynki.

Postanowiono, że zakład zostanie roztrzygnięty w miejscu zamieszkania.
W ziemię wbito cztery drewniane słupy, na nich położono skrzydło drzwi od stodoły, a na tychże drzwiach mieli leżeć "Łupańce". Z tym ciężarem Łukos musiał ujść 50 sążni, czyli dzisiejszych ok. 100 metrów.

"Łupańce" kładli się na drzwiach z głośnym śmiechem, gdyż w głowach im się mieściło , aby ktoś uniósł na swych barkach 4 dorosłych mężczyzn i na dodatek drzwi od stodoły.

Łukos jednak ze spokojem podszedł do ciężaru. Nakazał "Łupańcom", aby nie wiercili się w czasie niesienia, a sam zaczął badać gdzie najlepiej stanąć, aby wyśrodkować punkt ciężkości. Wszystkie poczynania obserwowała niezliczona rzesza ludzi, którzy przyszli na własne oczy zobaczyć niezwykłe wydarzenia, dzięki którym pozbędą się, być może, złodziei ze swoich stron.

Łukos naprężył mięśnie, pot i żyły wystąpiły mu spod skóry, drzwi zaskrzypiały i cały ciężar znalazł się w powietrzu. "Łupańce" początkowo leżeli spokojnie, ale w miarę kolejnych kroków Łukosa miny im zrzedły i zaczęli się wiercić, aby utrudnić marsz z ciężarem.
Jeden z nich próbował nawet skulnąć się z niesionych drzwi i zaczął krzyczeć:
-Zokłod jest niewazny, bo Łukos ze słabości przekrzyziuł drzi !

W ludzi zaczęła wstępować złość i ktoś krzyknął:
- Zebyś drugi roz nie zlecioł to my momy sposób, zeby cie przytrzymać!

W mgnieniu oka pojawiły się młotki, gwoździe i każdemu "Łupańcowi" przybito rękę do desek, aby uniemożliwić im poruszanie. Jakaś dzika radość i chęć zemsty za doznane krzywdy pojawiła się w sercach ludzi. Teraz wszyscy nieśli drzwi z "Łupańcami" 5 wiorst (ponad 5 km.), aż do granicy z Prusami. Tam ich zostawiono zakazując powrotu.

Ludzie wróciwszy przeszukali zabudowania po "Łupańcach" i znaleźli wiele rzeczy, które pochodziły z łupienia ludzi.

Opatrzność jednak uznała , że ludzie zbyt okrutnie potraktowali "Łupańców" , bo okoliczne wioski zaczęły nawiedzać różne nieszczęścia. Ci co chcieli osiedlić się na pozostawionym miejscu , po pewnym czasie rezygnowali. Nawet Łukos postawił w łączkowskim lesie metalowo-kamienny krzyż z powodu tylko sobie znanemu.

Po "Łupańcach" pozostało tylko kilka zdziczałych wisienek, zapadnięta studnia, nazwa kawałka kurpiowskiej ziemi i historia, która skłania do zadumy nad ludzkimi losami.


(Piątkowizna, 4 maj 2003r.)                     Jerzy Waszkiewicz